USA: Agassi widziany przez tenisistę - felieton profesora Targowskiego

Agassi w latach 1986-2006 był kilka razy na pierwszym miejscu w klasyfikacji światowej. Znany jest z rebelianckiego trybu życia. Stąd duże zainteresowanie jego osobą. Nie mówiąc o tym, że zawsze wzbudzał dużo emocji wśród kibiców, którego tenis był czasami nawet porywający.

Sam będąc klubowym tenisistą sięgnąłem z ciekawością po tę książkę, aby dowiedzieć się tajników tenisa na najwyższym poziomie oraz dowiedzieć się wielu ciekawych spraw, od tzw. „kuchni tenisowej”. Spotkało mnie rozczarowanie. Bowiem jest to raczej książka o psychologii młodego człowieka, a nie o jego tajnikach wielkiego tenisa. Bierze się to stąd, że książka jest tak naprawdę napisana przez wynajętego pisarza (J.R. Moehringera), który słabo zna tenis, więc go unika jak tylko może i rozwodzi się nad rozterkami zagubionego chłopaka. Co mnie akurat i moich kolegów tenisistów mało ciekawi.

Jak przystało na scenariusz filmowy mamy w książce do czynienia z dobrym synem i złym ojcem. Syn żyje w kompleksie prześladującego ojca, stąd jego rebelia wobec świata i nienawiść do tenisa. Tak, Agassi nienawidzi tenisa (ciągle to podkreśla), bowiem nienawidzi ojca. Podobno z tego względu rzuca szkołę po 8 klasach, aby… całkowicie poświęcić się grze w tenisa w pewnej sławnej szkole tenisowej na Florydzie. W rezultacie dzięki temu „strasznemu” ojcu został w pewnych latach najlepszym tenisistą w świecie, dorobił się około 200 milionów dolarów (nagrody, reklamy i inwestycje), miał romans ze świetną aktorką-piosenkarką Barbarą Streisand, ożenił się po raz pierwszy z piękną i elegancką aktorką Brooki Shields, a po raz drugi z jedną z najlepszych tenisistek w historii tego sportu - Stefani Graf. Wyjaśnijmy tylko, że sam był łysym, niskim, niedouczonym mężczyzną, raczej mało atrakcyjnym. Ale zapewne mającym ów „magic”, o którym autor milczy w książce?

Agassi wraz żoną zebrali 85 milionów dol. na rzecz Fundacji Andre Agassi College Preparatory Academy (czyli prywatnego gimnazjum) dla młodzieży nieuprzywilejowanej w Las Vegas, gdzie mieszkają. To jest największy sukces jego życia. Niestety nie powinien polecać swej książki owej młodzieży, bowiem jest źle skonceptualizowana. Autor, sam niewykształcony mężczyzna, nie wie jak to zrobić, a wynajęty pisarz posłużył się złym szablonem.

Tak naprawdę to nie wiadomo, dla jakiego czytelnika jest ta książka napisana? Tenisistów rozczarowuje spłyceniem tematu o tenisie a szukającym ciekawostek z życia celebrytów - książka w zasadzie ich nie podaje. Dla młodzieży trudnej? Pokazuje rozterki chłopaka, ale nie ocenia zachowań, nie porównuje i nie wnioskuje. A szkoda, bowiem casus Agassiego jest dobry. Jeśli chodzi o temat tenisa, to czytelnik nie dowie się z książki, na czym polegała świetna gra Andre. Albo, dlaczego nie mógł łatwo albo w ogóle wygrywać z Pete Samprasem (świetnie serwującym i atakującym przy siatce, zwycięzcą 15 turniejów wielkoszlemowych, w tym 7 w Wimbledonie). Tu dodam, że tenis Agasiego był bardzo ograniczony. Grał z głębi kortu i nie chodził do siatki, bowiem miał za słaby serwis i wolej. Miał dobry forehand i regularny backhand. Ale grał z samej linii końcowej, jakby półwolejem, przez co szybko kontrował atakujących przeciwników, bowiem nie stal daleko za końcową linią, jak typowy gracz defensywny. Ponadto miał mocną psychikę, co jest w sprzeczności z główną tezą książki.

W 20-letniej karierze prześladowały go kontuzje, zwłaszcza pleców. Przez to ciągle był na lekach a nawet na narkotykach. Do czego przyznaje się i nawet do faktu oszukania komisji antydopingowej. Media uwypukliły tę ciekawostkę najbardziej, jako esencję książki. Moim zdaniem powinien przemilczeć fakt celowego oszukania komisji i nie wprowadzać jej w zakłopotanie. Jednak skoro głupio przyznał się do tego, to powinien zwrócić nagrody i tytuły w tym okresie wygrane. Jeśli nie stać go na to, to nie powinien dalej moralizować na ten temat. Natomiast Amerykański Związek Tenisowy powinien owej degradacji dokonać sam. Tak postępują inne związki sportowe.

Co do owego „strasznego” ojca, to w amerykańskim tenisie lat 2010-tych brakuje takich ojców. Bowiem Amerykanie ledwo przechodzą do trzeciej rundy w turniejach wielko-szlemowych. Natomiast siostry Williams zwykle wygrywają, gdy jest z nimi także „straszny” ojciec Richard. Jeśli jest miła matka (rodzice są rozwiedzeni), to często świetne tenisistki-córki przegrywają.

Zmaganie się Agassiego ze zdrowiem jest typowe dla współczesnych zawodowych tenisistów. Nawet bardzo młody Rafał Nadal (najlepszy obecnie tenisista) ledwo chodzi, bowiem bolą go kolana, inni zawodnicy po zakończeniu kariery wymieniają biodra i kolana. Bowiem nowoczesne rakiety tak przyspieszyły i wzmocniły samą grę, że trzeba nadludzkiego wysiłku, aby rozegrać 5 setów w upale (często o nagrodę rzędu 1 miliona dolarów). Co gorsze, tenis stal się nudną i niebezpieczną dla zdrowia grą? Więcej było porywającego dramatyzmu kiedy grano gorszym sprzętem, ale za to wygrywała taktyka i technika gry nad siłą i technologią sprzętu.

Dobra przyszłość tenisa i zawodowych graczy będzie zależeć od tego, kiedy siatkę podwyższy się o 5 cm i zrezygnuje z drugiego serwisu? To będzie prawdziwa rewolucja w tym sporcie. Ale bez rewolucji nie ma na ogół postępu.

Andrzej Targowski, USA, 28 lipca 2010 r.

Andre Agassi. OPEN, An Autobiography. New York: Alfred A. Knopf. 2009.

[powrót]
2000 © copyright PAP wszelkie prawa zastrzeżone
e-mail: polonia_dla_polonii@pap.com.pl.